Miastowe ferie nie takie złe

Jako że nasza młodsza córeczka ciągle się przeziębia i praktycznie w więcej nie chodzi do żłobka niż chodzi, zmuszeni byliśmy zostać w domu w ferie i jakoś zorganizować czas żeby nam się zbytnio nie nudziło. A przede wszystkim dzieciom żeby się nie nudziło. Nie było łatwo z jednym chorym dzieckiem i bez ich tatynktorybcale dnie w pracy spędza ale daliśmy radę. Trochę pomogli dziadkowie. Dziadek zabrał naszą starszą na zwiedzanie szybu Maciej, na ognisko z kiełbaskami i do teatru Nowego. Że mną Melcia była na dupolocie po którym sama się rozchorowałam . Wieczorami robiłyśmy sobie kino z Harrym Potterem i popcornem. Ale doszlyśmy tylko do trzeciej części bo Melka bała się później wychodzić sama nawet do łazienki. Chodziły śmieszne na spacery, odwiedziły śmieszne bawialnia. Z tatą Melka była na wystawie klocków LEGO i bardzo jej się podobało. Misia była na balu karnawałowym w żłobku i była zafascynowana najbardziej ilością balonów 😄 Dzisiaj Melka pojechała z tatą na narty, a jutro idziemy do kina na Balerine. Sama nie mogę się doczekać 😁 Prócz tego było mnóstwo malowania, rysowania, zabaw klockami, rodzinką świnki Peppy i ogrom bałaganu. Aha, jeszcze było wspólne przyrządzanie smakołyków 😋 Było całkiem miło i nie trzeba było wyjeżdżać 🙂 choć na pewno dla dzieci byłoby to atrakcyjniejsze. Ale cóż..  ☺ Najważniejsze że spędziliśmy dużo czasu RAZEM !!!

Koncert

Miał to być blog z tekstem, a jest głównie ze zdjęciami.. Ale.. Ale to nic. Przyjdzie czas że będę miała więcej czasu na pisanie. Nie wiem tylko jeszcze czy w tym czy w przyszłym życiu. Jak na razie krótka foto relacja z koncertu Sylwii Grzeszczak w Zabrzu, na którym byłam ze swoją pierworodną 😊 Było bardzo fajnie, miło i zabawnie. Sylwia ma głos jak dzwon. Może ktoś nie lubić jej twórczości ale mało kto powie że nie ma dobrego głosu. Przedział wiekowy wśród publiczności między 4 a 70 😊

 

wp_20161209_18_56_16_proinstagramcapture_ecfda932-0a00-4ede-a0b0-8ab72eb1e6e3wp_20161209_19_31_19_proinstagramcapture_e03e9a97-1071-4575-b807-019d7825a477instagramcapture_fa51b902-7d1e-454c-9609-f226efe7dac2instagramcapture_a43a7ee5-a003-4984-b160-a4519f33d803instagramcapture_b47c1a00-9191-4b05-9114-c06eb810aaffinstagramcapture_40c553fd-d7b3-4cff-b6e9-3f0bb1ec09e2instagramcapture_80849318-1e76-4887-b131-500966a8591ainstagramcapture_06bbaed8-ad8f-4652-a9dd-e209c25d2961

pstryk

Tak sobie chodzę, tak sobie patrzę, pstrykam sobie to tu to tam. Pcham sobie wózek z Misią i co chwila zatrzymuję się bo coś mnie nagle urzekło. Pstryk tu. Pstryk tam. Te kolory jesieni czarują. A ludzie nas mijają i myślą sobie pewnie „matka wariatka”. No bo co, zamiast patrzeć żeby w kogoś nie wejść, pod auto się nie wpakować, ja idę jak błędna owca i pstrykam. Błędna owca z wózkiem 😆 i starszym jagnięciem obok 😆 a co tam! Niech trochę inni uważają, bo ja podziwiam przyrodę i moje dzieci też 😊 Amelka co chwila woła „mamo, widziałaś jaki ładny listek”, albo kropelka, albo o niebo, chociażby gałązka. Misia na razie zwraca uwagę tylko na zwierzęta, a to kokek, a to hałhał, co chwila „o łaaał!”- zachwyca się „mami, hałhał”, „mami, meau” 😄 wrażliwe na piękno mam córeczki. Na szczęście! Dzisiaj spacer nie był tak wesoły jak zwykle, bo Melja lub Ilja vel Amelia, jak kto woli, usłyszała płacz małego koteczka dobiegający z krzaczorów. Zatrzymałyśmy się oczywiście, sprawdziłyśmy. Okazało się, że to śliczny czarny koteczek o błękitnych oczętach tak płakał. Nie muszę chyba pisać że łzy były zaraz i na buźkach moich małych wrażliwców. Ale cóż koteczek siedział sobie w czyimś ogrodzie za płotem. Melja oczywiście bez pytania pobiegła tam ale udało mi się ją zawrócić. Poszłyśmy razem , zapukałyśmy, otworzył nam pan, który twierdził, że nie mają u siebie żadnej kotki ani kociąt. Poszedł z nami do ogrodu sprawdzić. Ale koteczka albo już nie było albo się gdzieś schował ze strachu. Nie wiem. Krzaczory były tam niemiłosiernie wielkie, trudno w nie wejść a co dopiero coś tam znaleźć. Melja się poparzyła  pokrzywami, a koteczka ani widu ani słychu. Pocieszamy się że odnalazła go mama. Natomiast pan obiecał zwrócić uwagę czy się gdzieś jakieś koteczki nie pałętają. Osobiście nie wierzę mu wcale. Raczej na „odwal się” to było, ale co zrobić. Dziecko przynajmniej mi się uspokoiło i już przestało płakać.

 

wp_20161024_10_59_32_prowp_20161024_11_52_14_prowp_20161024_11_53_09_pro